STU NA STO
Przyszli aby służyć…
Byli zakonnikami, misjonarzami w kraju i zagranicą, służyli jako kapelani w szpitalach i aresztach, brali odpowiedzialność za media katolickie, angażowali się jako duszpasterze młodzieży, studentów i opozycji, sprowadzili Drogę Neokatechumenalną do Polski, opiekowali się ruchem charyzmatycznym, towarzyszyli ludziom w duchowej drodze…
Zakres zaangażowania jezuitów z Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej był i jest ogromny, nie mówiąc o braciach z prowincji południowej. Przez ostatni wiek PMA tworzyło wielu ludzi, jezuitów i współpracowników zakonu. Dzięki ich zaangażowaniu powstawały placówki i dzieła, które służyły dobru Kościoła i społeczeństwa. Instytucje tworzą ludzie, w roku jubileuszu chcemy przedstawić sto sylwetek ludzi, dzięki którym PMA trwało i nadal służy!
Co parę dni będziemy publikować kolejne biogramy stu jezuitów którzy, naznaczyli historię PMA.
br. Stefan Franczak SJ
1917-2009
Znamy tylko trzech sławnych Polaków: Fryderyka Chopina, Jana Pawła II i Brata Stefana Franczaka. W Japonii jest około 10 milionów miłośników powojników, większość z nich zna imię Brata Stefana Franczaka i ceni doskonałość jego odmian. Niemal wszyscy uprawiają jakieś odmiany powojników wyhodowane przez niego. Pisał Hiroshi Takeuchi, prezes Japońskiego Towarzystwa Powojnikowego.
Stefan Franczak pochodził z pobożnej rolniczej rodziny, był dwunastym spośród czternaściorga dzieci. Przed wojną ukończył szkołę rolniczą w Kępnie. Po wojnie pracował jako nauczyciel rolnictwa. W 1948 wstąpił do jezuitów. Po nowicjacie został skierowany na placówkę do Warszawy, gdzie zajął się ogrodem klasztornym kolegium przy ulicy Rakowieckiej, tam też spędził większą część życia zakonnego.
W latach 60-tych zaczął zajmować się hodowlą nowych odmian powojnika. Nazwał przeszło 80 odmian, zarejestrował ponad 60. Wychodowane przez br. Franczaka rośliny ozdobne opisywane były w najważniejszych periodykach ogrodniczych na świecie. Często służył pomocą ogrodniczą studentom i doktorantom w ich pracy badawczej.
Trzy odmiany powojników wyhodowane przez warszawskiego jezuitę – Błękitny Anioł, Polish Spirit i Warszawska Nike – otrzymały brytyjską nagrodę Award of Garden Merit Królewskiego Towarzystwa Ogrodniczego.
Gdy w 2003 roku rozeszła się po świecie wiadomość, że Jezuici w Warszawie planują przenieść br. Franczaka w inne miejsce, a ogród zastąpić wielkim trawnikiem, rozpętała się istna burza w ogrodniczym świecie. Do rektora kolegium dotarło ponad 60 listów z 15 krajów broniących osiągnięć br. Stefana.
Zmarł w Gdyni, w 92 roku życia i 61 roku powołania zakonnego, pochowany na warszawskich Powązkach. Odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
br. Damian Wojciechowski SJ
ur. 1968
Urodzony Lublinie. Należał do Niezależnego Ruchu Harcerskiego, potem do podziemnego Stowarzyszenia Harcerstwa Katolickiego „Zawisza”.
W 1987 wstąpił do Jezuitów. W 1996 wyjeżdża do pracy na Syberii, gdzie organizuje Studio Telewizyjne „Kana” w Nowosybirsku i później staje się jego dyrektorem. Równocześnie jest korespondentem TVP i Radia Watykańskiego m.in. realizuje reportaże na Syberii, w Armenii i Gruzji. W 1999 rozpoczyna studia podyplomowe w „Wyższej Szkole Scenarzystów i Reżyserów” w Moskwie w ‘master klasie’ kina dokumentalnego kierowanej przez Leonida Abramowicza Guriewicza. Studia kończy filmem dyplomowym „Wybacz mi Siergiej” (ocena: celująca), nagrodzonym na wielu międzynarodowych festiwalach.
W 2004 roku wyjeżdża do Kirgizji, gdzie pomaga w pracy charytatywnej Kościoła w domach inwalidów i więzieniach. Na południu Kirgizji, pomaga przy zakładaniu nowych parafii w Dżalalabadzie i Oszu. Odpowiada za organizację ośrodka wypoczynkowo-rehabilitacyjnego nad jeziorem Issyk Kul, gdzie co roku przebywa ponad 1000 dzieci: sieroty, inwalidzi, dzieci z ubogich rodzin, dzieci i młodzież katolicka, studenci muzułmańscy.
W latach 2012-2017 m.in. pomagał w parafii w Pawłodarze (Kazachstan), oraz w Moskwie odpowiadał za sprawy finansowe, prawne, organizacyjne i budowlane Kurii Regionu Rosyjskiego Jezuitów, miejscowej wspólnoty zakonu i Instytutu Teologicznego św. Tomasza. Od 2017 ekonom i dyrektor kurii Apostolskiej Administratury w Kirgistanie. Ekonom i minister jezuitów w Kirgistanie, dyrektor finansowy Fundacji „Swiet Liubwi” i Dziecięcego ośrodka rehabilitacyjnego nad j. Issyk-kul. Rozpoczął starania o budowę katedry w Biszkeku, stolicy Kirgistanu. Organizował też liczne wyprawy turystyczne w góry tego pięknego kraju.
Podczas pobytu w Kirgistanie był świadkiem trzech rewolucji, etnicznej wojny domowej, na terenie parafii w Dżalalabadzie zginęło kilkaset osób i 3 tyś. domów zostało spalonych) i czterech konfliktów z Tadżykistanem z użyciem broni pancernej.
Niedawno wrócił do Polski i obecnie posługuje w domu rekolekcyjnym w Gdyni.
Zna angielski, niemiecki, włoski, rosyjski, kirgiski, biernie: francuski i łacinę.
o. Bronisław Sroka SJ
ur. 1936
Urodził się w Bratysławie, gdzie rodzina przebywała w związku z pracą ojca, dyplomaty. Rodzice Ślązacy z Zaolozia, po wojnie ze względu na zmianę granic musieli osiedlić się w Gdańsku. Bronisław wzrastał w bardzo patriotycznym środowisku o czym szybko dał poznać.
W wieku 16 lat związał z podziemiem antykomunistycznym, gdzie pełnił funkcję sekretarza organizacji. Grupa prowadziła kolportaż ulotek oraz akcje skierowane przeciw osobom współpracującym z UB, zapowiadając poddanie ich „bezpłatnym kuracjom mordoplastycznym”. Młody Bronisław aresztowany wiosną 1953 r. zostaje skazany na 5 lat więzienia. Przeszedł przez więzienia w Gdańsku, Sztumie, Sosnowcu-Radosze i w Jaworznie, tam pracował w kopalni Kościuszko-Nowa. Wcześniej zwolniony, podjął prace jako technik na Politechnice Gdańskiej.
Do zakonu wstępuję po zdaniu matury w 1959. Po święceniach w 1968, rozpoczął studia z teologii wschodniej na KUL-u, gdzie równocześnie angażował się w życie opozycji, za co ponownie trafił na kilka miesięcy do więzienia na początku lat 70-tych.
1974-1977 duszpasterz akademicki i katecheta w Gdańsku-Wrzeszczu. Po przeniesionym do Lublina o. Ludwiku Wiśniewskim OP, przejął opiekę nad grupą gdańskiej młodzieży skupioną wokół Aleksandra Halla, Grzegorza Grzelaka i Arkadiusza Rybickiego.
14 XII 1981 odprawił na prośbę strajkujących stoczniowców mszę św. w sali bhp Stoczni Gdańskiej, kilka dni później poprowadził rekolekcje adwentowe dla członków „Solidarności”. W działalności opozycyjne używał pseudonimów: Kajtek, Ksiądz Piotr, Bogdan Ślęzak.
Poświęcił 40 lat na pracę z młodzieżą w Warszawie, Piotrkowie Trybunalskim, Bydgoszczy, Szczecinie. Uczył ich podstaw wiary i dla wielu z nich był autentycznym mistrzem i przewodnikiem.
Od 2003 r. do 2021 przebywał w Kaliszu, gdzie między innymi napisał książkę! Obecnie mieszka w infirmerii kolegium Jezuitów w Gdyni.
o. Czesław Białek SJ
1936-1984
W latach 50-tych wspierał grupy opozycyjne za co został aresztowany i skazany na 7 lat więzienia. Po wcześniejszym zwolnieniu organizował pomoc materialną kombatantom, więźniom stalinowskim i ich rodzinom, we współpracy z poznańskimi prawnikami inicjował procesy rehabilitacyjne. Zainicjował Studencki Komitet Pomocy Więźniom Politycznym. W 1956 roku otaczał opieka ofiary poznańskiego powstania antykomunistycznego oraz organizował zbiórki krwi dla walczących Węgrów. W październiku 1959 powtórnie aresztowany, skazany na 8 miesięcy więzienia. Trzecie aresztowanie w 1966 za treść „wrogich kazań”, przy obchodach milenijnych. Wyrok: 10 mies. więzienia. Pytany w sądzie, czy jako jezuita, nie powinien – zgodnie ze wskazaniem przełożonych – łagodzić swych wystąpień, odparł: „gdyby nie zakazy, dopiero bym wam wygarnął”.
Od 1977 wspierał opozycję demokratyczną, potem „Solidarność”. W stanie wojennym odwiedzał internowanych, spieszył z pomocą duchową i materialną.
Od lat 60-ych. wysyłał paczki dla polskich misjonarzy i ich podopiecznych. W świat szły tysiące ton darów do 42 krajów. Stworzył Katolicki Ośrodek Pomocy który miał bank bezpłatnych leków dla ludności Poznania. Zmarł w Poznaniu, 9 marca 1984 r.
Aktywny naukowiec, antropolog i publicysta. Po magisterium w r. 1960 na UAM, w 1973 r. doktoryzował się w Instytucie Antropologii i Etnografii Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi. Członek kilku towarzystw naukowych, uczestnik sympozjów i konferencji. Autor prac naukowych, artykułów, publikowanych homilii.
Pracował do ostatnich chwil życia, zgodnie z własna maksymą: „Pracujmy ile się da, na odpoczynek mamy całą wieczność.”
o. Kazimierz Kubacki SJ
1958-2020
W latach 1987–1991 pracował w Toruniu jako duszpasterz studentów. W tym czasie odegrał wielką rolę w odrodzeniu Niezależnego Zrzeszenia Studentów UMK. W 1989 roku działał na rzecz zalegalizowania NZS i wspierał jego działania, m. in. przez odprawienie Eucharystii w siedzibie klubu studenckiego „Od Nowa” (gmach Dworu Artusa) na Rynku Staromiejskim, podczas strajku studentów.
W 1994 przybył do Gdańska, jako katecheta i duszpasterz studentów, tam po czterech latach został przełożonym wspólnoty i proboszczem. 12 lat pracy niezwykle owocnej pracy, do dzisiaj jest wspominane przez wielu gdańszczan. Od 2006 roku kontynuuje pracę duszpasterską jako proboszcz w Warszawie w parafii pw. św. Andrzeja Boboli, a od 2011 roku jako proboszcz w Łodzi.W 2018 po złożeniu funkcji superiora pozostał w Łodzi, gdzie oprócz zaangażowania w posługę parafialną, angażował się w działalność grup Odnowy w Duchu Świętym i Wspólnoty Życia Chrześcijańskiego. Był cenionym spowiednikiem i kierownikiem duchowym.
Po długiej walce z COVID-19, O. Kazik, jak nazywali go znajomi, odszedł do Pana w nocy, dnia 4 listopada, w 62 roku życia, w 44 roku życia zakonnego i 37 roku kapłaństwa.
Członek duszpasterstwa w Toruniu wspominał po latach: To dzięki o. Kazimierzowi poznałem inne oblicze Boga, dojrzalej spojrzałem na Kościół, zacząłem pytać Boga o moje powołanie, dotknąłem duchowości ignacjańskiej, doświadczyłem tego, że droga wiary związana jest z konkretną wspólnotą, to dzięki niemu podjąłem pierwsze posługi i odpowiedzialności we wspólnocie, w której wzrastałem przez całe studia.
o. Zygmunt Kwiatkowski SJ
ur. 1945
Był jednym z pierwszych polskich jezuitów, którzy w ramach współpracy Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej z Prowincją Bliskiego Wschodu, zostali wysłani do pracy na terenie krajów arabskich.
Dla o. Zygmunta miejscem docelowym stała się Syria, gdzie spędził ponad 30 lat życia zakonnego. Wspomina że w posłudze tam pociągał go ekumenizm, którym interesował się jeszcze w Polsce, na studiach. Dzielił się swoim doświadczeniem: Natomiast tam, na co dzień, ten ekumenizm kwitnie. W każdej z grup duszpasterskich reprezentowanych jest przynajmniej kilka Kościołów. Ludzie też chodzą w sposób swobodny do tych wspólnot, które im najbardziej odpowiadają, gdzie jest modlitwa ciekawie prowadzona.
Sprawował liturgię łacińską po arabsku, ale też bizantyjską w tym języku i przez kilka lat posługiwał w obrządku maronickim, czyli tego Kościoła, z którego pochodził św. Charbel. O. Zygmunt jest jednym z bardziej znanych propagatorów kultu tego świętego w Polsce. Problemy zdrowotne i wybuch wojny w Syrii ściągnęły o. Kwiatkowskiego do ojczyzny.
Obecnie posługuje w Kaliszu, ale też stara się odprawiać msze i posługiwać sakramentami w j. arabskim migrantom i uchodźcom z Bliskiego Wschodu. M. in. poprowadził internetowe rekolekcje w j. arabskim!
o. Felicjan Paluszkiewicz SJ
1931-2006
Jednocześnie o. Paluszkiewicz oddawał się tytanicznej pracy na rzecz pisarstwa i redakcji książek. Objął obowiązki dyrektora Biblioteki Pisarzy w Warszawie oraz Punktu Konsultacyjnego Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych. Był sekretarzem redakcji Przeglądu Powszechnego, na łamach którego publikował liczne artykuły. Jak to dobrze ujął we wspomnieniu pośmiertnym o. Felicjana jeden ze współbraci, był on: jezuitą w służbie książki.
W zakonie nazywano go „Paluszkiem” albo „Felą”. Był dobrym i bardzo uczuciowym człowiekiem, potrafił do tego stopnia ulec emocjom, że płakał na kazaniach. Zawsze kiedy wspomniał wojnę, zwłaszcza Powstanie Warszawskie było pewne, że popłyną z jego oczu łzy, bo przypominał sobie cierpienia i ofiary…
W okresie stanu wojennego zaangażował się w działalność opozycyjną. Co nie powinno nas dziwić, szczególnie włączył się we współpracę z nielegalnymi wydawnictwami. Był znakomitym popularyzatorem historii.
Opublikował kilka książek, kilkanaście broszur, ponad 300 artykułów i recenzji w różnych czasopismach polskich i zagranicznych. Niezwykle zasłużony dla historiografii jezuitów w Polsce.
o. Władysław Wołoszyn SJ
1929-2021
W 1964 r. jako młody kapłan trafił do Torunia, gdzie pozostał ponad 24 lata. O. Władysław był w mieście Kopernika duszpasterzem akademickim, który wychował pokolenia studentów i pracowników nauki. Niezwykle zaangażowany w życie ludzi oraz odważny w wyrażaniu opinii, nawet krytycznych, pozostawił po sobie wspomnienie osoby wybitnej i niezłomnej. Często wspierał działania studentów, które niosły ryzyko narażenia się władzom. Jednocześnie starał się formować świeckich katolików na wysokim poziomie, wprowadzając w nauczanie soboru watykańskiego II czy zapraszając niezwykłych gości jak kard. Karol Wojtyła, ks. Michał Haller, Władysław Bartoszewski, ks. Józef Tischner i innych. Szybko podjął współprace ze strukturami NSZZ „Solidarność” w 1980 r.
Po latach Rektor Uniwersytetu w swoim uzasadnieniu do wniosku o przyznanie honorowego obywatelstwa miasta pisał, że ojciec Wołoszyn charakteryzował się zawsze realizmem i dystansował się od wszelkich zachowań emocjonalnych. Niejednokrotnie w czasie „Solidarności” i stanu wojennego publicznie wyrażał dezaprobatę dla działań zbytnio radykalnych, przestrzegał przed nienawiścią, zadziornością, tryumfalizmem oraz sprzeniewierzaniem się etosowi „Solidarności”.
W 1988 r. trafił do Poznania, gdzie starał się działać równie aktywnie wśród środowiska tamtejszej inteligencji. Był m.in. założycielem i dyrektorem Ośrodka Kultury Chrześcijańskiej w Poznaniu „Galeria U Jezuitów” oraz Studium Myśli Chrześcijańskiej. W roku 2001 Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Kazimierz M. Ujazdowski, wyróżnił o. Wołoszyna Odznaką Zasłużonego Działacza Kultury. W Poznaniu posługiwał do roku 2009.
Ostatnie lata posługi spędził w Bydgoszczy.
br. Edmund Sobkowiak SJ
1910-1995
Brawura, pogoda ducha i zaskakujący humor towarzyszyły br. Edmundowi całe życie. Pokolenia jezuitów przekazywały sobie historie o jego wyczynach. Uchodził za Bożego szaleńca, kogoś kto robiąc często paradoksalne rzeczy oddaje chwałę Stwórcy. W trakcie okupacji niemieckiej przebywał w kolegium wileńskim. Kiedy Niemcy zaaresztowali tamtejszych jezuitów, br. Edmunda nie było w domu, wrócił akurat kiedy uwięzieni odjeżdżali w ciężarówce. Zaczął gonić samochód krzycząc że zapomnieli zabrać jeszcze jego! Okupanci uznali że jest wariatem, zatem nie specjalnie pilnowali go kiedy włóczył się po obozie, bądź oddalał się na zewnątrz. Dzięki temu br. Sobkowiak stał się łącznikiem ze światem zewnętrznym dla uwięzionych.
Po wojnie pracował przy odbudowie kościoła św. Bartłomieja w Gdańsku, następnie długie lata przebywał w Gdyni, pomagając w domu i grając na organach w parafii. Słynął z tego że codziennie szedł grać i śpiewać o poranku godzinki.
Przewidział swoją śmierć, przyszedł pożegnać się ze wspólnotą, ale dowiedziawszy się że nie ma jeszcze nowicjuszy, gdyż byli na wyjeździe, odrzekł że poprosi Matkę Bożą o jeszcze parę dni, aby ich spotkać.
Umierając obiecał że wszyscy będą śmiać się na jego pogrzebie… W trakcie Eucharystii, kiedy wierni zaczęli iść do komunii, jednemu z kuzynów br. Edmunda, dość puszystemu, pękł pasek w spodniach, powodując ich swobodny spadek. Biedak zanim się zorientował wprawił cały kościół w śmiech. Br. Edmund jak zawsze dotrzymał słowa!
o. Alfred Cholewiński SJ
1936-1988
Wstąpił do zakonu w 1951 r. już jako kapłan poprosił o możliwość nauki języków orientalnych, co przygotowało go do studiów specjalistycznych na KUL, a następnie na Biblicum w Rzymie, ówcześnie najlepszej katolickiej uczelni biblijnej.
W 1975 wraca do Polski, do Lublina, gdzie podejmuje posługę duszpasterza akademickiego. Jednocześnie wraz z grupą święckich z Włoch inicjuje wspólnotę Drogi Neokatechumenalnej w naszym kraju. Pierwsze „katechezy Neo” odbyły się przy kościele św. Piotra, którym wtedy opiekowali się Jezuici. Z tym ruchem o. Alfred związał się do końca życia, jednocześnie starając się prowadzić pracę naukową. Wykładał stary testament dla kleryków jezuickich w Warszawie, potem również nowy. Co dwa lata jeździł do Rzymu z wykładami na Biblicum. Starał się też dużo tłumaczyć. Intensywność zajęć w jego życiu szybko dała o sobie znać.
Byt poważnie chory na serce. Mówił, że ma do wyboru, albo czekać na śmierć w łóżku, albo pracować do końca. Wybrał to drugie. Zmarł na rozległy zawal serca, gdyż jeszcze w dniu operacji pracował do późna w nocy, posługując wspólnotom neokatechumenalnym. Przedtem odpoczynkiem nazywał czas, gdy pracował nad tłumaczeniem przypisów do Biblii Jerozolimskiej…
Zapamiętano go jako biblistę z powołania, a w oczach młodych jezuitów — niezastąpionego profesora. Wspaniale wprowadzał w świat Biblii, uczył go rozumieć i kochać. Uczył żyć Ewangelią, mobilizował do takiego życia!
o. Jacek Bolewski SJ
1946-2012
W 1970 r. wstąpił do zakonu, dość szybko zauważono jego potencjał i zaraz po nowicjacie wyjechał na studia do Włoch i Niemiec. Następnie trafił do Warszawy, gdzie został do końca życia. Zajmował się wykładami na Wydziale Papieskim Bobolanum, redagował Przegląd Powszechny oraz Studia Bobolanum.
Uchodził za dość odważnego teologa. Dla niektórych zbyt odważnego np. kiedy podejmował dialog z duchowością dalekiego wschodu, widząc w niej też pozytywne nurty, możliwe do przyjęcia przez chrześcijaństwo. Starał się dostrzegać najpierw dobro, czego teologicznym wyrazem była koncepcja „łaski pierworodnej”. O. Jacek podkreślał że zanim naznaczy nas grzech, to zawsze pierwotnym fundamentem jest dla stworzenia łaska Boża.
Niemniej został zapamiętany po pierwsze jako człowiek niezwykłej życzliwości i taktu. Dla wielu był współbratem dającym niezwykłe świadectwo ludzkiego traktowania bliźnich. Przez lata posługiwał jako spowiednik w sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Warszawie, oraz jako duchowny kleryków w Collegium Bobolanum. Dla wielu stał się w tym czasie mistrzem życia duchowego. Był chodzącym przykładem tego, czym żył i o czym pisał.
A zostawił po sobie bogatą spuściznę pisarską, wiele książek i artykułów z zakresu teologii dogmatycznej, sztuki oraz duchowości.
Koniec jego życia naznaczyła choroba nowotworowa, którą znosił z niezwykłą godnością. Kiedy dowiedział się o niej powiedział współbratu: „Ty się zastanawiasz, co będziesz robić w zakonie, a ja powoli muszę zwijać swój namiot i przygotowywać się do przejścia.”
o. Czesław Chabielski SJ
1930-2011
Pochodził z okolic Piotrkowa Trybunalskiego, tam też ukończył szkołę średnią. Budynek liceum do którego uczęszczał sąsiadował z kościołem jezuitów. Piotrkowscy jezuici zrobili na Czesławie wrażenie, gdyż po maturze poprosił o przyjęcie do zakonu.
Zanim osiadł na dłużej w Bydgoszczy, pracował jako duszpasterz młodzieży i studentów w Warszawie, Lublinie i Łodzi. Bardzo szybko nawiązał kontakt z ks. Franciszkiem Blachnickim pomagając mu prowadzić OAZY w Krościenku na początku lat 70-tych. Doświadczenie z Ruchem Światło Życie stało się jednym z kluczowym w życiu o. Chabielskiego. Po przeniesieniu do Bydgoszczy zaczął intensywnie formować młodzież właśnie poprzez ruch Oazowy. Wydatnie w tej misji pomogła mu darowizna w postaci gospodarstwa i ziemi w Suchej niedaleko Bydgoszczy. W tym ośrodku od 1977 r. o. Chabielski prowadził centrum Oazowe. Przez Suchą przewinęły się setki młodych osób, wiele z nich doświadczyło tam wyjątkowych chwil, często poprzez posługę o. Czesława. Jego działalność duszpasterska i wpływ na kształtowanie młodego pokolenia nie podobały się władzom komunistycznym. Pomimo wezwań na przesłuchania i nieprzyjemności z jakimi się spotykał, o. Chabielski nie dał się złamać. W Bydgoszczy spędził ponad 30 lat, doczekawszy się upadku władz i zmiany systemu.
O. Chabielskiego wspominano jako człowieka życzliwego i jednocześnie wymagającego. Jak sam, mawiał: „Trzeba być jak kaloryfer: ciepłym i twardym!”
o. Józef Urpsza SJ
1880-1974
Miał wtedy 65 lat więc mało entuzjastyczna odpowiedź ze strony zgromadzenia nie powinna dziwić. Średnie zainteresowanie Jezuitów powołaniem pana Urpszy, nie zraziła tego potomka kniaziów Żmudzkich.
Był znanym i szanowanym przedwojennym aptekarzem, jeszcze przed odzyskaniem niepodległości odpowiedzialnym za składnicę sanitarną w Pałacu Zimowym w Petersburgu. Już w wolnej Polsce oprócz pracy i opieki nad rodziną, był zaangażowany w działalność charytatywną w stolicy oraz brał czynny udział w życiu kościoła warszawskiego. Niespożyte siły pozwoliły mu wraz z żoną wychować 11 dzieci. Losy pana Urpszy dramatycznie naznaczyła II wojna światowa. W powstaniu warszawskim stracił dom i aptekę, jeszcze dotkliwszym ciosem była tragiczna śmierć żony i syna, kolejny syn zginął w walkach o Berlin.
Wtedy rodzi się w nim pragnienie służenia w inny sposób. Początkowa odmowa ze strony Jezuitów tylko go zmotywowała. Wstępuję do seminarium warszawskiego, które kończy szybciej bo w trzy lata, następne trzy pracuje jako wikary i ponownie prosi o przyjęcie do zakonu. Tym razem trudno było domówić, bo Pan Urpsza był już księdzem!
o. Józef Urpsza wstąpił w 1952 r. w wieku 72 lat. Towarzystwu służył jeszcze przez ponad dwie dekady, głównie w Kaliszu. Został zapamiętany jako Samarytanin Kalisza, gdyż niósł pomoc wielu potrzebującym, szczególnie chorym.
Zapamiętany z kazań i nauk w konfesjonale, w których radził rodzicom w kwestiach wychowawczych, w których żartował żeby zbytnio nie narzekali na nadmiar obowiązków przy dzieciach. Mawiał wtedy: „Tak Ci ciężko przy dwójce albo trójce? Ja wychowałem jedenastkę!”
o. Eugeniusz Chodaczek SJ
1913-1996
Do dzisiaj wspominany przez licznych parafian za serdeczność, humor i krewki charakter. Dla wielu Wrzeszczan o. Chodaczek do tego stopnia uosabiał bycie kapłanem, że dzieci widząc na ulicy innych księży np. dwóch, mówiły do rodziców „o Chodaczki idą!”.
Wieloletni katecheta, spowiednik, duszpasterz, kształtujący pokolenia mieszkańców Wrzeszcza. Dla wielu również serdeczny przyjaciel, z opowieści parafian, często zapraszany na brydża:)
Związany z parafią jezuicką św. Andrzeja Boboli w Gdańsku Wrzeszczu.
uralne.
o. Jan Urban SJ
1874-1940
Dwukrotnie brał udział w tajnych akcjach misyjnych na Podlasiu. Jezuici wysyłali na tereny Cesarstwa Rosyjskiego misjonarzy, którzy starali się podtrzymać wierność katolicyzmowi wśród unitów naciskanych, aby przechodzić na prawosławie. Jakiś czas spędził też w Petersburgu, apostołując wśród tamtejszych katolików.
Po I wojnie światowej został redaktorem naczelnym Przeglądu Powszechnego, pełnił tę funkcję do 1933. Następnie do wybuchu kolejnej wielkiej wojny redagował czasopismo Oriens, w którym starał się na wysokim poziomie przybliżać kwestie kościołów wschodnich społeczeństwu polskiemu. Brał udział w licznych kongresach i zjazdach dotyczących chrześcijańskiego Wschodu i unii kościelnej, można nazwać go polskim prekursorem pojednania między Kościołami zachodnim i wschodnim.
Człowiek pióra, pozostawił po sobie wiele książek, broszur i artykułów na tematy religijne, społeczne i kulturalne.
o. Friedrich Muckermann SJ
1883-1946
Pod koniec 1918 r. znalazł się w stolicy Litwy, dokładnie kiedy rozpoczęło się zamieszanie spowodowane rewolucją w Berlinie. Muckermann otrzymał od pastorów luterańskich – również kapelanów – klucze do kościoła, gdzie 25 listopada 1918 odprawił tam po wielu latach pierwszą Eucharystię… Ojciec Frierdich kluczy już nie oddał. Na początku stycznia 1919 r. kiedy Niemcy opuścili Wilno, jezuita na prośbę bp. Matulewicza pozostał w mieście, czekał na przybycie polskich współbraci. Przyjazdu nie doczekał gdyż trafił do niewoli sowieckiej, skąd zwolniono go w końcu 1919, w ramach wymiany więźniów.
Charyzmatyczny mówca, po powrocie do Niemiec redaktor pisma „der Gral”. Muckermann nieustannie ostrzegał przed ideologiami totalitarnymi. W swoich pismach i wykładach wielokrotnie podkreślał, że rasizm i antysemityzm są antychrześcijańskimi herezjami. Narodowy socjalizm nazwał „herezją XX wieku”.
Po przejęciu władzy przez narodowych socjalistów w 1933 roku uznano go za wroga publicznego. Gestapo zaleciło nałożenie na niego zakazu przemawiania. Jego książki zostały spalone i wyrzucone.
Musiał uciekać do Holandii, potem Francji i Szwajcarii, nadal starając się wspierać opór wobec hitleryzmowi.
o. Józef Sawicki SJ
1878-1928
Od odzyskania niepodległości przez Polskę jeden z najbliższych współpracowników prowincjała o. Sopucha. Był wtedy sekretarzem i prokuratorem, czyli odpowiedzialnym m.in. za finanse prowincji. Jego ścisły umysł na pewno bardzo pomógł okiełznać finansowe wyzwania z jakimi mierzyła się prowincja. Założenie kilkunastu nowych domów w ciągu czterech lat było ogromnym wyzwaniem dla szczupłych finansów zakonu w Polsce.
Naturalnie widziano w o. Józefie kandydata na pierwszego prowincjała PMA, jak mało kto poznał wyzwania i bolączki nowych placówek. Tym bardziej bolała jego nagła śmierć w styczniu 1928 r. zaledwie po roku posługi prowincjalskiej.
O. Jankiewicz wspominał: Tak więc prawie jakby wyrwanym został z pośród nas ten, co przez ostatnich lat kilkanaście był w życiu obu Prowincyj tak ważnym i pełnym poświęcenia czynnikiem! Znaliśmy wszyscy zmarłego O. Prowincjała, czcili i podziwiali jako wzór niezwykłej prawości, najprzykładniejszej zakonności, pełnej poświęcenia i aż prawie do upadłego idącej pracowitości. A był ponadto wszystko głęboko, gruntownie, rzewnie pobożnym. Po operacji na szafce jego przy łóżku w sanatorium widziałem nie inne jakieś rzeczy, ale krzyżyk, koronkę, brewiarz i podręcznik do rozmyślania; już w pierwszym dniu po operacji usiłował drobnemy cząstkami odmówić pacierze…
Tworzenie PMA kosztowało ogrom sił, niektórzy oddali życie pracując dla nowej prowincji!
o. Stanisław Sopuch SJ
1869-1941
Do końca życia pierwszym wrażeniem nigdy nie wzbudzał szacunku, zapamiętano go jako osobę o wyglądzie prostodusznego wiejskiego proboszcza. Człowieka mierzymy zazwyczaj na podstawie dokonań, a te w przypadku o. Sopucha były ogromne. Dzięki jego staraniom wzniesiono dom rekolekcyjny we Lwowie, kolegium Bobolanum w Lublinie, dom pisarzy w Warszawie i pierwszą siedzibę szkoły w Gdyni.
Był cenionym mówcą, to jego poproszono o homilię 8 sierpnia 1920 r. wobec zgromadzonych tłumów na placu zamkowym w Warszawie, gdy na stolicę nadciągała armia bolszewicka!
Przez chwilę zastanawiano się nad wyborem o. Sopucha na prymasa Polski. Ostatecznie nie otrzymał tej godności, ale był dwukrotnie prowincjałem jezuitów. Ostatnim Prowincji Polskiej, to on podzielił ją w 1926 r. na prowincje Wielkopolsko – Mazowiecką i Małopolską. Ponownie na urzędzie prowincjała w PMA w latrach trzydziestych.
Rozumiał palaczy, wizytując jedną z placówek nakazał, aby tym, którzy mają pozwolenie na palenie papierosów, dawać dostateczną ilość tytoniu. Sam też palił, ale nigdy wobec innych. W czasie podróży, gdy jechał z kimś drugim, wychodził nieraz do innego wagonu, gdy chciał zapalić papierosa.
Był przykładem odważnego lidera na trudne i burzliwe czasy!
o. Włodzimierz Ledóchowski SJ
1866-1942
Włodzimierz dorastał w domu gdzie pielęgnowano tradycje patriotyczne, jego ojciec opowiadał o bohaterskiej obronie Modlina przez dziadka, generała Ignacego, którego jednonogi portret wisiał w salonie. Jako nastolatek poznał krewnego, kardynała Mieczysława Ledóchowskiego, zmuszonego przez władze pruskie do emigracji.
Po śmierci ojca odważył się pójść za pragnieniem i wstąpił do seminarium diecezjalnego, skąd po studiach w Rzymie przeszedł do nowicjatu jezuitów. Bardzo szybko powierzono mu odpowiedzialne i kierownicze zajęcia, z których wywiązywał się nieprzeciętnie. Po zaledwie 12 latach od wstąpienia został prowincjałem galicyjskim. Nie skończył kadencji, gdyż mianowano go asystentem generała w Rzymie, gdzie ostatecznie po 10 latach, w 1915 r. po śmierci poprzednika, wybrany został na przełożonego generalnego Towarzystwa Jezusowego.
Niezmiernie zasłużony dla zakonu, gorący orędownik rozwoju jezuitów w Polsce po odzyskaniu niepodległości! Wyraził zgodę i zatwierdził decyzję o podziale Prowincji Polskiej na Wielkopolsko-Mazowiecką i Małopolską.
Podobno bardzo cicho mówił, co zmuszało słuchaczy do skupienia uwagi. Rodzina żartowała, że z tego powodu nigdy nie będzie w stanie zaśpiewać mszy, więc może dlatego wstąpił do zakonu jezuitów…


